Patrząc w
błękit jego oczu czuła się bezpieczna. Wiedziała, że nic jej się nie stanie
póki on będzie blisko, póki będzie ją kochał, póki będzie mogła utonąć w jego
ramionach . Lecz stało się coś co mogła
przewidzieć, czego się nie spodziewała, coś o czym nawet nie chciała myśleć.
Wiedziała,
że to nieuniknione, że to musi nastąpić, że ona dość już czekała. Śmierć. To
ona. Ona go jej zabrała. Wiedziała, wiedziała i to całkiem dobrze, że na tą
chorobę nie ma lekarstwa. Na nią jej chłopak chorował od dawna. Dwa. Cztery
lata życia. I w końcu ta, ta ostateczna chwila, w której on żegna się z nią by
znów się zobaczyć tam. Tam daleko, tam
wysoko. Tam w niebie… Wróciła ze
szpitala cała roztrzęsiona. Łzy spływały
po jej policzkach. Nie wiedziała co zrobić. Zabrano jej go. Jedyna osobę
dzięki, której jej życie miało sens. Miała wybór? Miała . Żyć albo umrzeć. Ona
wybrała. Nie koniecznie dobre. Stojąc na
krawędzi z nożem w ręku do jej spuchniętych od płaczu oczu, znów napłynęły łzy.
Blask księżyca rozświetlał jej twarz. Tysiące myśli kłębiły się w jej głowie.
Przed oczyma wciąż miała jego twarz, przyjaźnie uśmiechającą się do niej. Przed
śmiercią był taki spokojny i opanowany.
Już było blisko, jej ręka, w której w mocnym uścisku znajdował się nóż
powędrowała do klatki piersiowej. W ostatnie chwili przypomniały się jej,
ostatnie słowa ukochanego „ Zawsze będę przy tobie może nie ciałem ale duchem”.
Jej mózg zaczął pracować na najwyższych obrotach. On wiedział, że będzie chciała to zrobić …
Przygotowywał ją na swoje odejście od
dłuższego czasu. A ona tak po prostu wybierze najłatwiejszą drogę. Śmierć. Nie,
nie mogła. Przecież ona nie może wygrać. Musi jej pokazać, że jest silna.
Pokazać, że jest górą. Nóż wypadł jej z
ręki, odbił się od betonu lądując w rzece. Cofnęła się do tyłu i przykucnęła.
Coraz więcej łez spływało z jej policzków mocząc jej ubranie. A nie to już nie
były tylko łzy, ale też krople deszczu. Coraz więcej, coraz więcej aż niewinne kropelki
przerodziły się w ulewę. Ona się tym nie przejmowała tylko myślała co teraz. Co
teraz będzie? Ale przypominając sobie uśmiech, który podarował jej przed śmiercią
ukochany, sama mimowolnie się uśmiechnęła. Stwierdziła, że da rade. Będzie
silna dla niego. On by tego chciał. Żeby żyła. Otarła łzy wierzchem ręki. Wstała
i szybkim krokiem ruszyła w stronę domu.
Serdecznie witam na moim nowym blogu! Prowadzę go wraz z moją przyjaciółką. Będziemy tu dodawać dołujące (ale nie zawsze) opowiadania.
Pjona!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz