Znów go widziałam.
On mnie nie.
Przyzwyczaiłam się.
Żyję we własnym cieniu, moja egzystencja nie ma sensu.
Wstaję z łóżka tylko po to by zobaczyć te oczy.
Ten uśmiech.
Niestety nie skierowany do mnie.
Zawsze siadam na ławce pod oknem, widzieć jak pochyla się
nad zeszytem i zamaszystym ruchem ręki, lekko niezdarnie poprawia spadającą mu na
oczy grzywkę.
Znów zapomniał jej przyciąć.
Kocham patrzeć jak w skupieniu przygryza wargę i stuka
palcami o blat.
Ale on mnie nie widzi.
Jestem jego cieniem.
Znów mija mnie na korytarzu, nawet nie zauważając i przez te
sekundy czuję się strasznie,
Sekundy, minuty, lata.
I żyję uwięziona między marzeniami, wspomnieniami,
zawieszona w melancholii.
I żyję choć rzeczywistość mnie złości.
I żyję cicho krwawiąc…
xxeverxx :)
Nie ma to jak zepsuć ludziom humor :3 nara:/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz