Nastała noc. Ciemne chmury przesłoniły tarcze księżyca.
Las. Po ścieżce usłanej liśćmi biegnie
dziewczyna. Na sobie ma białą prostą suknię do ziemi falującą pod jej
stopami. Zaś jej włosy powiewały na lekkim wietrze. Był październik, wiec przez
jej ciało przechodził lekki dreszcz. Biegnie, biegnie i biegnie. Dróżka wydaje
się nie mieć końca. Sytuacja była gorsza niż przewidywała. Stado wściekłych
wilków już ja odganiało. Na jej szczęście i nieszczęście ścieżka się skończyła. Teraz otaczały ją
drzewa. Miała wybór? Miała. Żyć albo
umrzeć ona wybrała. Niekoniecznie to złe. Ruszyła przed siebie. Zwinnie
wymijała drzewa stojące jej na drodze. Przyśpieszyła. Co jakiś czas odwracała
głowę by sprawdzić jak wygląda jej sytuacja. Niestety jej suknia była dość dług
aby mogła się o nią potknąć.
Wylądowała na zimnej, mokrej ziemi. Wilki były już niecałe 15 m od niej . Nie miała siły wstać i uciekać zresztą i tak by nie dała radę i wlki w końcu i tak by ją dogoniły. Poddała się. Wydała z siebie głośny krzyk rozpaczy niosący się echem po lesie. Serce biło jej coraz szybciej. Za chwilę miała umrzeć. Jeden z wilków rzucił się na nią wbijając ostre kły w jej tchawicę . Dziewczyna nic nie poczuła tylko zobaczyła ciemność. Czyżby umarła?
Leżała na
czymś miękkim. Czy w niebie maja szafę, okno i biurko ?
After

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz